Dlaczego w “Patentach” podaję tylko orientacyjne ilości składników i generalne zasady gotowania?

Zakładam, że kuchnia to nie apteka i drobne różnice w proporcjach nikomu nie szkodzą. I tak nie robię tak, jak robiła moja niania, która dyktując przepis mówiła: “mąka” – “a ile?” – “no… tyle, ile trzeba!” ;)

Leave a Reply